open source zaatakował. wso2 oraz pentaho
Wszystko co chcielibyście zrobić z SOA / ESB / WS-* / BPM możecie zrobić na rozwiązaniach Open Source :)
Jeśli chodzi o BI / DW / EII jest podobnie bo przecież mamy Pentaho, o którym już chyba kiedyś wspominałem ale w razie czego proszę - oto link:
http://www.pentaho.com/products
PS. tak, wiem, kochamy trzyliterowe skróty bo pomagają nam zarabiać na tym samym wiele razy poprzez kolejne permutacje literek. SOA, ESB, EDB, WS*, BPM, EII, EAI, EDI, JBI, SPI, IEP, CEP, ESP, blah blah blah. rzygać się chce ale taki jest biznes i marketing.
bye KDE
Hed to jednostka szczęścia opisana przez Lema w jednym z opowiadań. Jest to bodajże ilość zadowolenia odczuwana po wyjęciu z buta trzycalowego gwoździa po przejściu 10 kilometrów.
Tak mniej więcej się czuję.
Przez prawie rok korzystałem z KDE. Trochę z ciekawości ( bo to niby takie fajne mieć wszystko zintegrowane ), częściowo z powodu jakiegoś upierdliwego problemu który powodował że na Debianie pod moim ulubionym XFCE czcionki wyglądały na rozmazane.
Dziś po kolejnym apt-get upgrade okazało się że problem czcionkowy zniknął.
Wreszcie. Co za ulga :) Myszy witajcie z powrotem!
Odzyskałem jakieś 100 MB RAM dla kompa i kilkadziesiąt sekund życia dziennie dla siebie.
Cała ta wszechstronność środowiska to (przynajmniej dla mnie) jedna wielka lipa. Pulpitu i tak nie używam, domyślny zestaw narzędzi (browser, klient poczty, komunikator) od początku był do wymiany, a w przeładowanym menu trudno mi było cokolwiek znaleźć.
Nie piszę tego po to żeby zbluzgać KDE, bo w sumie to fajny projekt. Po prostu nie dla mnie. Nie wykorzystuję 90% jego mocy, a zbędny balast mnie wkurza.
XFCE też ma wady. Jego natywny file manager jest (był?) do dupy. Ale zamieniam go na ROX'a, który rzondzi. xfdesktop i w ogóle obsługa drag'n'drop też kuleje. Ale ja i tak na dzień dobry killuję xfdesktop, ewentualnie mam pulpit roxowy który jest o niebo lepszy.
Zresztą co tu chrzanić o wyższości jednych świąt nad drugimi. Ważne, że jestem szczęśliwszy o co najmniej 1 heda.
O, nawet mam cytat:
Wprawił tedy Kontemplatorowi w brzuch znaczny zegar z pozłacaną strzałką, który wyskalował w jednostkach szczęśliwości i nazwał je hedonami lub hedami w skrócie. Za jeden hed przyjął tę ilość ekstazy, jakiej się doznaje, gdy przebędzie się cztery mile w bucie z gwoździem wystającym, a potem gwóźdź się usunie. Pomnożył drogę przez czas, podzielił przez zadziorność gwoździa, przed nawias wyprowadził współczynnik pięty zmęczonej i tak mu się udało przełożyć szczęście na układ centymetr - gram - sekunda. Tym się trochę pocieszył. Wpatrując się w poplamiony oliwą fartuch roboczy Trurla, który się krzątał przy nim, Kontemplator, zależnie od kąta nachylenia i ogólnego oświetlenia, doznawał od 11,8 do 18,9 hedów na plamę, łatę i sekundę. Na dobre się uspokoił konstruktor. Obliczył zaraz, że jeden kilohed to tyle, ile starcy doznali, podglądając Zuzannę w kąpieli, że megahed - to radość skazańca w porę odciętego od stryczka, a widząc, jak wszystko daje się doskonale wyliczyć, posłał zaraz jedną z pośledniejszych machin laboratoryjnych po Klapaucjusza.
Brawo Janosik!
Kolejny mały kroczek do normalności.
Twórcy programu Janosik wygrali proces z Zakładem ubezpieczeń Społecznych o ujawnienie protokołu komunikacji służącego do przekazywania dokumentów w formie elektronicznej.
Stanowisko ZUS w sprawie Janosika stwierdza (nie wprost), że można korzystać z programów innych niż Płatnik, jeśli tylko przesyłane dokumenty są prawidłowo wypełnione.