imitatio creatio co we łbie piszczy

7Oct/09Off

making use of useless things

... like GNU ls (1) single-letter options.

You don't have to know them to make some use of them:

ls -hmm -burrum -burrum -hmmpff
ls -bart -simpson

Useless? Yes, but maybe funny.

Serious note: Official UNIX ls has about 20 option letters. GNU ls has about 40 option letters. What a mess!

Tagged as: , , , No Comments
11Jun/08Off

Sortowanie w PostgreSQL

Jarek napisał ciekawy artykuł o sortowaniu napisów w PostgreSQL (i nie tylko, w zasadzie rzecz dotyczy localesów w glibc).

18Feb/08Off

windows/unix unicode hell

Task: convert legal UTF8 into Windows native unicode (lilttle-endian, UTF-16).

Solution: UTF8ToUnicode.pl

This way you will identical file as if you opened input with Notepad and saved as "Unicode".

Tagged as: , , 2 Comments
14Sep/07Off

Sekretów zabójcy część druga

bluszcz napisał ciekawy opis kodu linuksowego OOM killera.

Zaciekawiony tematem pokopałem trochę i okazuje się co następuje:

W jednej ze starszych wersji jądra można było go w ogóle wyłączyć.

W 2.6.x z tego co widzę nie ma takiej możliwości.

Za to można wyłączać oom killer per proces!!!

Są sobie albowiem (przynajmniej w 2.6.21 które akurat mam pod ręką) pseudopliki:

/proc/<pid>/oom_score -- tu można podejrzeć aktualny badness score dla procesu,
oraz
/proc/<pid>/oom_adj - tu można sterować wysokością badness score :)

Dozwolone wartości to liczby całkowite z zakresu [-17,+15]. Wysoka wartość to większe prawdopodobieństwo zabicia.


/*
* Adjust the score by oomkilladj.
*/
if (p->oomkilladj) {
if (p->oomkilladj > 0)
points <<= p->oomkilladj;
else
points >>= -(p->oomkilladj);
}

Wartość -17 jest magiczna o tyle że blokuje w ogóle możliwość zabicia procesu przez oom killer.

if (p->oomkilladj == OOM_DISABLE)
continue;

Zatem nasz zabójca ma słaby punkt.

Stosować z umiarem!

26Mar/07Off

bye KDE

Hed to jednostka szczęścia opisana przez Lema w jednym z opowiadań. Jest to bodajże ilość zadowolenia odczuwana po wyjęciu z buta trzycalowego gwoździa po przejściu 10 kilometrów.

Tak mniej więcej się czuję.

Przez prawie rok korzystałem z KDE. Trochę z ciekawości ( bo to niby takie fajne mieć wszystko zintegrowane ), częściowo z powodu jakiegoś upierdliwego problemu który powodował że na Debianie pod moim ulubionym XFCE czcionki wyglądały na rozmazane.

Dziś po kolejnym apt-get upgrade okazało się że problem czcionkowy zniknął.

Wreszcie. Co za ulga :) Myszy witajcie z powrotem!

Odzyskałem jakieś 100 MB RAM dla kompa i kilkadziesiąt sekund życia dziennie dla siebie.

Cała ta wszechstronność środowiska to (przynajmniej dla mnie) jedna wielka lipa. Pulpitu i tak nie używam, domyślny zestaw narzędzi (browser, klient poczty, komunikator) od początku był do wymiany, a w przeładowanym menu trudno mi było cokolwiek znaleźć.

Nie piszę tego po to żeby zbluzgać KDE, bo w sumie to fajny projekt. Po prostu nie dla mnie. Nie wykorzystuję 90% jego mocy, a zbędny balast mnie wkurza.

XFCE też ma wady. Jego natywny file manager jest (był?) do dupy. Ale zamieniam go na ROX'a, który rzondzi. xfdesktop i w ogóle obsługa drag'n'drop też kuleje. Ale ja i tak na dzień dobry killuję xfdesktop, ewentualnie mam pulpit roxowy który jest o niebo lepszy.

Zresztą co tu chrzanić o wyższości jednych świąt nad drugimi. Ważne, że jestem szczęśliwszy o co najmniej 1 heda.

O, nawet mam cytat:

Wprawił tedy Kontemplatorowi w brzuch znaczny zegar z pozłacaną strzałką, który wyskalował w jednostkach szczęśliwości i nazwał je hedonami lub hedami w skrócie. Za jeden hed przyjął tę ilość ekstazy, jakiej się doznaje, gdy przebędzie się cztery mile w bucie z gwoździem wystającym, a potem gwóźdź się usunie. Pomnożył drogę przez czas, podzielił przez zadziorność gwoździa, przed nawias wyprowadził współczynnik pięty zmęczonej i tak mu się udało przełożyć szczęście na układ centymetr - gram - sekunda. Tym się trochę pocieszył. Wpatrując się w poplamiony oliwą fartuch roboczy Trurla, który się krzątał przy nim, Kontemplator, zależnie od kąta nachylenia i ogólnego oświetlenia, doznawał od 11,8 do 18,9 hedów na plamę, łatę i sekundę. Na dobre się uspokoił konstruktor. Obliczył zaraz, że jeden kilohed to tyle, ile starcy doznali, podglądając Zuzannę w kąpieli, że megahed - to radość skazańca w porę odciętego od stryczka, a widząc, jak wszystko daje się doskonale wyliczyć, posłał zaraz jedną z pośledniejszych machin laboratoryjnych po Klapaucjusza.