imitatio creatio co we łbie piszczy

30Oct/10Off

Strach przed wolnością

Illi, dzięki za ten link. Mnie z tego samego tekstu spodobał się inny fragment:

Większość ludzi pragnie spokoju i bezpieczeństwa. Sprzedają wolność za bezpieczeństwo. Nic zresztą nowego. W starożytności wcale często ludzie sami sprzedawali się w niewolę żeby nie walczyć o przetrwanie.

Szczyro prawdo.

Sztuką - dla mnie - było zrozumienie, że w sumie nie ma w tym nic złego.

Niektórym wydaje się, że każdy musi być wolny, bo inaczej mogiła, kiła i gwałt analny. Bezdura! Wolność jest niezbywalnym prawem, ale nie jest obowiązkiem!

Strach przed wolnością, via Gurth Shae.

12May/10Off

Becker & Posner

Na onecie piszą o ciekawym amerykańskim blogu politycznym.
Zajrzałem tam, jest to zbiór zwięzłych i rzeczowych analiz, pisane to jest głównie na gruncie USA ale wygląda interesująco.

Ciekawe czy dorobimy się kiedyś w PL takiej publicystyki.

9Dec/09Off

degeneracja?

Zwłoki klienta kilka godzin leżały przy kasie.

Pierwsza sprawa - instytucje zdejmują z nas odpowiedzialność za wszystko. "Policja się tym zajmie". "Przecież jest policja". Już widzę te zażenowane miny klientów hipermarketu... "hmm Jasiu może pójdziemy do innej kasy".

Druga sprawa - jest jakaś taka tendencja, że nadmiar regulacji prawno-społecznych blokuje wszystko. Np. powszechne jest, że ze strachu przed jakimiś (niekoniecznie realnie istniejącymi) przepisami ludzie powstrzymują się od pierwszej pomocy; trend jest taki żeby wycofać się z odpowiedzialności za COKOLWIEK oprócz własnej dupy. Człowiek leży na chodniku - a chuj, droidy posprzątają. Wciskam CALL EMERGENCY i idę dalej.

24Jan/09Off

rynek depresji

Fronda donosi o talonach na wizyty u psychiatry i wytacza sensowny komentarz:

Zamiast zająć się przyczynami psychologicznego cierpienia, znaleźć je by móc je zredukować, czyni się leczenie jedynie mniej kosztownym zwiększając „rynek depresji" będący i tak w dużej ekspansji.

Coś na rzeczy jest. Miliony sprzedanych tabletek prozacu nie mogą się mylić!

A jointy nielegalne...

3Dec/08Off

uważaj co czytasz!

Siadasz na ławce w parku w Warszawie. Leży jakaś teczka. Otwierasz. Czytasz.
KABOOM, wpada dajmy na to ABW, aresztuje i wsadza cię na 2 lata do kicia.

Albowiem art. 267 Kodeksu Karnego po ostatnich nowelizacjach zawiera taki sympatyczny paragraf (podaję za vaglą):

§ 1. Kto bez uprawnienia uzyskuje dostęp do infor­macji dla niego nieprzeznaczonej, otwierając zamknięte pismo, podłączając się do sieci telekomunikacyjnej lub przełamując albo omijając elektroniczne, magnetyczne, infor­ma­tyczne lub inne szczególne jej za­bez­pieczenie,
podlega grzywnie, karze ograniczenia wol­ności albo pozbawienia wolności do lat 2.

połączmy to z zasadą że brak znajomości prawnego stanu rzeczy nie zwalnia od odpowiedzialności...

no ładnie, ładnie... prawda?

Chyba niedługo będziesz mógł przeczytać tylko to co sam kupisz - albo reklamy!
Bo cała reszta przecież jest infor­macją dla ciebie nieprzeznaczoną.

Jedno jest pewne. Państwa tzw. "Zachodu" (inne pewnie też ale nie wiem) stopniowo zacieśniają kontrolę nad informacją swoich obywateli. Zacieśniają kontrolę nad Tobą. Rzadko gdzie widać odwrócenie tej tendencji. Chyba jedynym sposobem rozwalenia tych okowów jest rozwalenie państwa.

Myślałeś że wyrosłeś z anarchizmu? A może do niego się dorasta?