Smacznego
Aspartam. Szczury od tego zdechły, my to jemy i pijemy.
Tak, słodzik odchudzik.
Zawsze niechętnie odnosiłem się do tego cuda techniki gastronomicznej. Podejrzliwość zaczęła się, gdy moja kochana Ciocia Zosia wsypała sobie do kawy zamiast cukru czubatą łyżkę podejrzanego białego proszku, sprzedawanego wówczas pod nazwą nutrasweet. Popróbowałem, poczułem ostry smak cukru bez cukru, i na zawsze znielubiłem to świństwo.
Było słuchać zapewnień z PRL-owskich reklam, że Cukier krzepi.
A tak bardziej na serio:
Od lat wiadomo że na liście dopuszczonych w Unii Europejskiej związków tzw "dodatków żywnościowych" jest co najmniej kilka substancji podejrzanych o rakotwórczość.
Kolorowe słodycze są fajne. Ale niekoniecznie zdrowe.
Produkty beztłuszczowe i bezcukrowe są "cool" (są tanie w produkcji i łatwo je wcisnąć, zwłaszcza bandzie lasek/kolesi mających paranoję odchudzania). Ale niekoniecznie zdrowe.
Półprodukty są wygodne. Ale niekoniecznie zdrowe.
Coś co wygląda jak normalna potrawa i potrafi leżeć na półce w sklepie przez 10 dni jest fajne (bo nie śmierdzi i się sprzedaje). Ale niekoniecznie zdrowe.
Czy jest alternatywa? No jasne. I to niekoniecznie musi być certyfikowana żywność ekologiczna (choć to jest najbezpieczniejsze). Ale chodzi ogólnie o to o czym już dawno pisał między innymi ten koleś i co potem jakieś zagraniczne newsoidy ochrzciły terminem slow food. A po mojemu, minimalistycznie: myśl co jesz. Skoro już coś przeżuwasz to zastanów się jaką drogę to przebyło od matki Ziemi do twojej paszczy. Co po drodze dosypano i skąd się to wzięło.
http://wolne-media.h2.pl/?p=4709
http://www.wegetarianie.pl/htmlp-10.html
http://www.leczenie-raka.pl/Chemiczne_dodatki_do_zywnosci/
http://www.pfpz.pl/dodatki/?p=1