imitatio creatio co we łbie piszczy

7Mar/09Off

running databases inside Vmware

This is just a warning note for people running databases inside Vmware.

The problem:

At my employers company we develop some business critical application for one of our customers. This customer decided to employ Vmware ESX host as a container for a testing farm for this application. One of servers in this farm is a PostgreSQL machine.

The Very Bad Effect that we noticed while debugging some nasty db-related problem is:

Inside a guest OS, time flows differently.

That is, one second can last 1/2 second or 3/4 second or 2 seconds - depending on the disk I/O. The higher disk I/O rates, the slower time flows.

Somehow, this has fatal impact on performance of PostgreSQL. Algorithms which rely on precise timing simply stop to work. This could be a matter of interesting analysis which I don't have time for right now.

I am not a Vmware expert, and probably this is just a matter of bad configuration.

Probably it appears only when you run many single-core guests inside one multi-core host, but anyway - be warned.

7Mar/09Off

Sztuka prezentacji danych

Hans Rosling pokazuje jak powinno się to robić. (uwaga - nowe okno z videoplayerem)

Hej! mamy te dane, więc czemu na nie nie spojrzymy?

Pasja tego człowieka, entuzjazm dla wydobywania ciekawych, kształcących rzeczy z przepastnych zbiorów danych dostępnych w instytucjach publicznych (różne agendy ONZ-u) budzi mój wielki szacunek i podziw.

A dla świata Business Intelligence wypływają z tego pewne bardzo konkretne i praktyczne wnioski.

Mianowicie: tabela przestawna i wykres słupkowy nie są jedynymi właściwymi narzędziami wizualizacji hurtowni danych.

Chcesz olśnić użytkowników - ucz się od Hansa Roslinga i jemu podobnych wizjonerów. Niektórych z nich znajdziesz na stronie TED (gaber, dzięki za linka)

7Mar/09Off

Smacznego

Aspartam. Szczury od tego zdechły, my to jemy i pijemy.

Tak, słodzik odchudzik.

Zawsze niechętnie odnosiłem się do tego cuda techniki gastronomicznej. Podejrzliwość zaczęła się, gdy moja kochana Ciocia Zosia wsypała sobie do kawy zamiast cukru czubatą łyżkę podejrzanego białego proszku, sprzedawanego wówczas pod nazwą nutrasweet. Popróbowałem, poczułem ostry smak cukru bez cukru, i na zawsze znielubiłem to świństwo.

Było słuchać zapewnień z PRL-owskich reklam, że  Cukier krzepi.

A tak bardziej na serio:

Od lat wiadomo że na liście dopuszczonych w Unii Europejskiej związków tzw "dodatków żywnościowych" jest co najmniej kilka substancji podejrzanych o rakotwórczość.

Kolorowe słodycze są fajne. Ale niekoniecznie zdrowe.

Produkty beztłuszczowe i bezcukrowe są "cool" (są tanie w produkcji i łatwo je wcisnąć, zwłaszcza bandzie lasek/kolesi mających paranoję odchudzania).  Ale niekoniecznie zdrowe.

Półprodukty są wygodne. Ale niekoniecznie zdrowe.

Coś co wygląda jak normalna potrawa i potrafi leżeć na półce w sklepie przez 10 dni jest fajne (bo nie śmierdzi i się sprzedaje). Ale niekoniecznie zdrowe.

Czy jest alternatywa? No jasne. I to niekoniecznie musi być certyfikowana żywność ekologiczna (choć to jest najbezpieczniejsze). Ale chodzi ogólnie o to o czym już dawno pisał między innymi ten koleś i co potem jakieś zagraniczne newsoidy ochrzciły terminem slow food. A po mojemu, minimalistycznie: myśl co jesz. Skoro już coś przeżuwasz to zastanów się jaką drogę to przebyło od matki Ziemi do twojej paszczy. Co po drodze dosypano i skąd się to wzięło.

Garść linków:

http://wolne-media.h2.pl/?p=4709

http://www.wegetarianie.pl/htmlp-10.html
http://www.leczenie-raka.pl/Chemiczne_dodatki_do_zywnosci/
http://www.pfpz.pl/dodatki/?p=1

Tagged as: , 1 Comment